widzimy ten sam świat. patrzymy dokładnie w ten sam punkt, dostrzegamy jednak zupełnie coś innego. a może nic. patrzeć nie oznacza widzieć. może właśnie to jest takie trudne do zrozumienia, że nie dostrzegamy tego co istotne. skupiamy się na rzeczach błahych choć nazywamy je najważniejszymi na świecie. mamy swój punkt widzenia. nie potrafimy wyjść poza nawias naszych potrzeb. to egoizm. budujemy życie egocentrycznie stawiając siebie w środku wszechświata. wszystko inne ma mieć z nami jakieś związki albo się nie liczy. boimy się.. aby nic nas przypadkiem nie ominęło. jakby świadomość tego, czego jeszcze nie wiemy, nagle zaczęła nas obchodzić. to nie działa.
brak zainteresowania osobami mijanymi na ulicy, które odznaczają się szarością to po prostu brak zainteresowania.
więc szarość to kolor.. zapomnienia.
musisz wiedzieć, że i ona ma swoje odcienie. ludzie się od siebie różnią. mimo że wiemy o nich tak niewiele, oceniamy bez zastanowienia. przecież tak bardzo nam wszystko jedno gdy nie widzimy związku z nami. gdy przez pułapkę budowania tylko w oparciu o nasze potrzeby nie rozszerzamy granic swoich sumień.
w głębi duszy człowiek potrafi otworzyć się bezgranicznie na drugiego człowieka.. dobro zakamuflowane to wciąż dobro. więc czy to naprawdę problem.. dostrzegać różne odcienie szarości?