wszyscy jesteśmy jacyś. mamy swoje przyzwyczajenia, rytuały. swoje własne zdanie na wszystkie tematy. najwięcej mamy do powiedzenia o kimś obok.
zawsze coś nam nie pasuje. obmawiamy, krytykujemy.. jesteśmy ekspertami od wytykania błędów i ocen.
gdy przychodzi stan refleksji i zaczynamy się zastanawiać czy można żyć inaczej.. zaklinamy rzeczywistość. wybielamy złe nawyki i stajemy się propagatorami demokracji w każdym aspekcie naszego życia. wszystko dla wszystkich. dostępność. równość. tolerancja. świat wydaje się taki idealny..
z czasem i tak wpadamy we własne sidła postrzegając egocentrycznie przestrzeń. jesteśmy tacy sami.. i wciąż nie jak wszyscy. wracamy do punktu wyjścia.
i tak naprawdę by postawić znak równości najpierw trzeba dostrzegać wokół siebie ..nierówność.
ostatnie [wy]tchnienie
umieram
z nic nie robienia
..umieram
czuję, że gniję od wewnątrz
i gubię się
na zaś i na obojętność
doradzę sobie
jak zniknąć
i tkwić w cudzym losie
nie..
dziś wyjątkowo
nie mogę
to sztuka –
narodzić w sobie trwogę
i umrzeć na miejscu bez rezerwacji.
m.BC