nasze dni zaczynają się i kończą dość różnie. jakby chciały udowodnić nam wachlarz swoich możliwości. mnogość, jakiej nie dostrzegamy w rutynie, z czasem zaczyna nas przytłaczać.
więc wraz ze wschodem słońca staramy się żyć od nowa. walczymy z własnymi myślami o dokonanie zmian, które przynajmniej z jakiegoś powodu zapamiętamy.
coś, co nie umknie uwadze kolejnego dnia.
i jakby tego wszystkiego było mało. jakby nam nie wystarczało do ostatniej godziny przed snem ..grzebiemy w przeszłości. rozwlekamy to co było. analizujemy. przeżywamy. kreślimy ważne tylko dla nas scenariusze. zostajemy z tym sami.
czując potrzebę głębszego uzewnętrznienia odmieniamy życie ..przez wszystkie przypadki.
.przeżycie
na środku pokoju
bardzo powoli
bezdechem
wypełniam
przestrzeń
kredens
z chlebem
na zakwasie
cudzych słów
jak stał tak stoi
brakuje tu
duszy
czegoś prywatnego
własnego zdania
emocji
pozbawionych
środków do życia
jakby tu nadmiar
i tyka
tak tyka
na rozmowach
kwadrans
nie obeszło nas
jakoś szczególnie
granie
na przetrwanie
uderzam
w cudze rejestry
nie licząc na poklask
wewnątrz umieram
stoję
w samotności
gdzieś po drodze
waham się
na skraju jutra
ścielę łóżko
już tak późno..
już tak późno.
mBC