dzień można rozpocząć na wiele sposobów. czasem jest on prostym przedłużeniem mijającej nocy. innym razem bezwzględnym oddzieleniem odpoczynku od oczekujących obowiązków. w zależności od tego jak bardzo chcemy nazwać ten fragment życia, poświęcamy się rozterkom na ten temat. ..gdyby tylko od tego zależała jego wartość. wystawiając nogi za ramę łóżka, podejmujemy pierwszą próbę. zaczynamy spektakularnie ..zostawiając rozważania za drzwiami.
i gdy świt przychodzi znienacka, trudno o obojętność. jakbyśmy chcieli udowodnić całemu światu, że akurat tym razem, w tej materii, posiadamy wyrobione zdanie.
więc wchodzimy w nowy dzień pozbawieni złudzeń. nie stawiając większego oporu, bierzemy co przyniesie los. żonglujemy między ważnym a potrzebnym, powinnością a pragnieniem. dostajemy kolejne minuty.. a wraz z nimi szanse na coś nowego, lepszego. kolejny początek nieskażony wczorajszymi błędami. czysta karta.
czy to nam ..[nie]wystarcza?